Nowe przepisy dotyczące greenwashingu zostały przesunięte o rok, co nie oznacza, że firmy mają dowolność w posługiwaniu się ekologicznymi hasłami. „Deklaracje dotyczące wpływu produktów czy usług na środowisko nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd” – zaznacza Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). W rozmowie z Kompas ESG wyjaśnia, jakie zasady obowiązują przedsiębiorców już dziś i jak firmy powinny wykorzystać ten dodatkowy rok.

Posłowie zdecydowali. Firmy dostaną więcej czasu na przygotowanie się do nowych wytycznych związanych z greenwashingiem. Zamiast we wrześniu 2026, wejdą one w życie we wrześniu 2027. Już dziś wprowadzanie konsumentów w błąd pod względem ekologiczności produktów jest zakazane i karane. Czy to przesunięcie było więc potrzebne?

Przesunięcie terminu wejścia w życie nowych regulacji nie zmienia obowiązków, które przedsiębiorcy mają już dzisiaj. Deklaracje dotyczące wpływu produktów czy usług na środowisko nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd, powinny być rzetelne i znajdować potwierdzenie w faktach.

Przygotowując przepisy, kierowaliśmy się stanowiskiem Komisji Europejskiej i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zgodnie z którym zastosowanie tzw. grandfatheringu, czyli wyłączenia produktów wprowadzonych wcześniej na rynek spod nowych zasad, byłoby niezgodne z prawem UE. Byliśmy w tym zakresie związani stanowiskiem rządu.

Sejm podjął decyzję o przesunięciu terminu wejścia w życie przepisów. Przyjęte rozwiązanie będzie mogło zostać ocenione przez Komisję Europejską pod kątem zgodności z prawem UE.

Przedsiębiorcy apelując o przesuniecie terminu wejścia w życie przepisów podkreślali, że potrzebują czasu na audyt opakowań i wyprzedaż towarów z magazynów, a nagłe wprowadzenie zakazu doprowadziłoby do konieczności niszczenia i marnowania produktów. Czy te argumenty przekonują Pana?

Rozumiemy argumenty przedsiębiorców dotyczące zapasów produktów i opakowań. Nie oznacza to jednak, że wejście w życie nowych przepisów musiałoby prowadzić do masowego wycofywania czy niszczenia produktów.

Europejska sieć organów ochrony konsumentów CPC wypracowała wspólne podejście, zgodnie z którym stosowanie nowych przepisów do produktów znajdujących się już na rynku może być odpowiednio stopniowane i nie powinno prowadzić do konieczności ich wycofywania czy marnowania.

Dodatkowy czas powinien więc przede wszystkim służyć przedsiębiorcom do przeglądu komunikacji środowiskowej i odpowiedniego przygotowania się do nowych zasad.

Jak w tym dodatkowym czasie planujecie podchodzić do kontroli greenwashingu? Czy będą one intensyfikowane, by przygotować firmy na większy rygor?

Chcielibyśmy podziękować przedsiębiorcom, którzy w terminie przygotowali się do nowych regulacji. Dla firm, które już poniosły koszty dostosowania, przesunięcie terminu wejścia w życie przepisów może być dużym zaskoczeniem. Ważne jest przy tym zachowanie tzw. level playing field, czyli równych warunków konkurencji, tak aby przedsiębiorcy, którzy odpowiednio wcześniej przygotowali się do nowych wymogów, nie znaleźli się z tego powodu w gorszej sytuacji.

Dlatego nie czekamy z działaniami na wejście w życie nowych przepisów. Już dziś analizujemy komunikację środowiskową przedsiębiorców i prowadzimy postępowania dotyczące praktyk, które mogą wprowadzać konsumentów w błąd. Liczymy również na sygnały z rynku w tym zakresie.

Dodatkowy czas chcemy również wykorzystać na dialog z rynkiem i wyjaśnianie nowych zasad. Po rozpoczęciu stosowania nowych regulacji będziemy kierować się przede wszystkim tym, aby przedsiębiorcy prawidłowo je stosowali. Dlatego, obok działań kontrolnych i postępowań, istotne będą działania informacyjne i wyjaśniające.

Jaki cel Pana zdaniem mają nowe przepisy? Czy mają zamknąć istniejące luki prawne czy tylko uporządkować zasady, które UOKiK przecież już obecnie stosuje?

Greenwashing już dziś może być uznany za praktykę wprowadzającą konsumentów w błąd. Nowe przepisy nie tworzą więc ochrony przed greenwashingiem od podstaw, ale doprecyzowują istniejące zasady i wprowadzają jednoznaczne zakazy dotyczące określonych praktyk.

Dzięki temu konsumenci i przedsiębiorcy będą mieli większą jasność, jakie deklaracje środowiskowe są niedopuszczalne i jakie warunki trzeba spełnić, aby móc posługiwać się określonymi oznaczeniami czy twierdzeniami środowiskowymi.

Ma to znaczenie również dla uczciwej konkurencji. Przedsiębiorca, który rzeczywiście inwestuje w ograniczenie wpływu swojej działalności na środowisko, nie powinien przegrywać z firmą, która podobny wizerunek buduje za pomocą haseł nieznajdujących pokrycia w rzeczywistości.

Jednym z nowych elementów ma być ograniczenie możliwości posługiwania się deklaracjami dotyczącymi zrównoważonego charakteru produktu bez odpowiedniego certyfikatu. Jak UOKiK będzie oceniał wiarygodność takich certyfikatów? Czy przedsiębiorca będzie odpowiadał również wtedy, gdy sam certyfikat okaże się nierzetelny, mimo że firma formalnie się nim posługiwała?

Przepisy określają, jakie warunki musi spełniać system certyfikacji, na którym opiera się oznakowanie dotyczące zrównoważonego charakteru. I właśnie te kryteria będziemy brali pod uwagę.

Taki system powinien mieć publicznie dostępne wymagania i przejrzyste zasady uczestnictwa. Powinien również przewidywać procedury na wypadek niespełniania wymogów, w tym możliwość zawieszenia lub wycofania oznakowania. Istotne jest także, aby przestrzeganie tych zasad było obiektywnie monitorowane przez niezależny i kompetentny podmiot.

Jednoznacznie za niedozwoloną praktykę zostanie uznane posługiwanie się oznakowaniem dotyczącym zrównoważonego charakteru, które nie opiera się na takim systemie certyfikacji ani nie zostało ustanowione przez organy publiczne. To będziemy weryfikować.

Jak przedsiębiorca ma rozumieć, że hasło „ekologiczny”, „przyjazny środowisku”, „zrównoważony” czy „neutralny klimatycznie” jest już zbyt daleko idącą deklaracją?

Szczególne zasady będą dotyczyły ogólnych twierdzeń środowiskowych, takich jak „ekologiczny”, „przyjazny środowisku” czy „zrównoważony”. Przedsiębiorca będzie mógł doprecyzować takie twierdzenie w jasny i wyraźny sposób w tym samym środku komunikacji z konsumentem – np. na opakowaniu, w reklamie czy na stronie internetowej. Wtedy konsument powinien od razu wiedzieć, czego konkretnie dotyczy deklaracja.

Jeżeli natomiast przedsiębiorca chce posługiwać się ogólnym twierdzeniem bez takiego doprecyzowania, będzie musiał wykazać uznaną wysoką efektywność środowiskową istotną dla tego twierdzenia, wynikającą z odpowiednich regulacji lub uznanych systemów oznakowania środowiskowego.

Inne, konkretne twierdzenia środowiskowe nadal muszą być przede wszystkim prawdziwe i możliwe do udowodnienia.

Jakie praktyki, które obecnie znajdują się na granicy prawa, po wejściu nowych regulacji staną się jednoznacznie zakazane?

Regulacje przede wszystkim bardziej jednoznacznie określą praktyki, których przedsiębiorcy nie będą mogli stosować. Jednym z przykładów są twierdzenia dotyczące wpływu produktu na klimat oparte na kompensowaniu emisji gazów cieplarnianych. Niedopuszczalne będzie twierdzenie, że produkt ma neutralny, ograniczony lub pozytywny wpływ na środowisko pod względem emisji gazów cieplarnianych, jeżeli takie twierdzenie jest uzasadniane właśnie kompensowaniem emisji.

Nie oznacza to zakazu informowania o offsetach. Przedsiębiorca może mówić o kompensowaniu emisji, ale nie może na tej podstawie tworzyć u konsumenta wrażenia, że sam produkt jest neutralny klimatycznie lub ma pozytywny wpływ na klimat.

UOKiK już teraz prowadzi postępowania dotyczące greenwashingu. Jaka jest skala problemu?

Greenwashing jest obszarem, któremu przyglądamy się coraz uważniej. Skalę problemu pokazują również działania prowadzone na poziomie unijnym. W przeglądzie stron internetowych koordynowanym przez Komisję Europejską w przypadku 42 proc. analizowanych deklaracji środowiskowych organy miały podstawy, by uznać, że mogą być one fałszywe lub wprowadzające w błąd.

Obecnie prowadzimy osiem postępowań w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów, w których postawiliśmy przedsiębiorcom zarzuty dotyczące komunikacji środowiskowej. Co najmniej cztery z tych postępowań planujemy zakończyć w tym roku.

Podmioty, których praktyki analizujemy, wybieramy zarówno na podstawie sygnałów i skarg konsumentów, jak i własnej analizy reklam oraz komunikacji rynkowej. Interesują nas przede wszystkim sytuacje, w których przedsiębiorca może budować u konsumenta obraz produktu, usługi czy swojej działalności jako bardziej przyjaznych środowisku, niż wynika to z rzeczywistej skali podejmowanych działań.

Jak Pana zdaniem firmy powinny wykorzystać ten dodatkowy rok, by jak najlepiej przygotować się do nowych rozwiązań?

Przedsiębiorcy powinni wykorzystać ten czas przede wszystkim na rzetelny przegląd swojej komunikacji środowiskowej. Warto zweryfikować używane hasła i sprawdzić, czy są prawdziwe, precyzyjne i poparte odpowiednimi dowodami. Jeżeli firma mówi o zeroemisyjności, ekologiczności czy rozwiązaniu „lepszym dla planety”, powinna być w stanie jasno wskazać, czego dokładnie dotyczy takie twierdzenie i na jakiej podstawie zostało sformułowane.

Warto również sprawdzić, czy istotne dla konsumenta informacje nie są ukrywane w gwiazdkach, odesłaniach lub niejasnych zastrzeżeniach oraz czy skala komunikowanych korzyści środowiskowych odpowiada rzeczywistej skali działań firmy.

Nowe regulacje doprecyzują zasady dotyczące komunikacji środowiskowej, ale już dzisiaj przedsiębiorcy nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd. Dodatkowy czas nie powinien więc oznaczać oczekiwania na wejście nowych przepisów, lecz przygotowanie komunikacji tak, aby była rzetelna zarówno obecnie, jak i po zmianie prawa.

fot. materiały prasowe/UOKiK