W branży mięsnej i mleczarskiej greenwashing ma się całkiem dobrze. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu Miami aż 98 proc. składanych przez nie deklaracji mogło zawierać pseudoekologiczne hasła.
Firmy chętnie mówią o działaniach związanych z ochroną klimatu, ale …
Naukowcy z Wydziału Nauk o Morzu, Atmosferze i Ziemi Uniwersytetu Miami na łamach czasopisma PLOS Climate przedstawili wyniki badania, w którym przeanalizowali najnowsze publicznie dostępne raporty dotyczące zrównoważonego rozwoju oraz strony internetowe 33 największych na świecie firm mięsnych i mleczarskich. Sprawdzili, w jaki sposób komunikują one swoje działania związane z ochroną środowiska, zobowiązaniami klimatycznymi oraz zrównoważonym rozwojem. W sumie przeanalizowali 1233 deklaracje środowiskowe. Badanie objęło materiały publikowane w latach 2021–2024.
Analiza wykazała, że twierdzenia dotyczące ochrony środowiska są powszechne w całym sektorze. Około dwie trzecie z nich dotyczyło wpływu na klimat, w tym odniesień do redukcji emisji, celów zerowej emisji netto lub praktyk przyjaznych dla klimatu. Np. ponad połowa badanych firm (52 proc.) zobowiązała się do osiągnięcia zerowej emisji netto lub neutralności klimatycznej.
Jednak zapewnienia te (ponad dwie trzecie twierdzeń) nie były poparte żadnymi jasnymi dowodami (np. szczegółowe dane dotyczące emisji, określone ramy czasowe lub udowodnione powiązania z wdrożeniem na dużą skalę). Nieweryfikowalne prognozy na przyszłość, takie jak „osiągnięcie neutralności węglowej do 2030 r.” lub „umożliwienie przywrócenia 600 miliardów litrów wody w regionach dotkniętych niedoborem wody do 2030 r.” dotyczyły 38 proc. (467) deklaracji. Jedynie 29 proc. zawartych w deklaracjach twierdzeń miało poparcie w dowodach.
Naukowcy zwrócili też uwagę, że w wielu przypadkach nie było żadnych dostępnych publicznie informacji na temat inwestycji kapitałowych, celów przejściowych lub wiarygodnych ścieżek redukcji emisji. Takie działanie – zdaniem autorów badania – utrudnia realną ocenę postępów firm w osiągnięciu przez nie założonych celów klimatycznych.
… greenwashing ma się w branży bardzo dobrze
Naukowcy przeanalizowali deklaracje firm pod kątem występowania w nich wskaźników związanych z potencjalnym greenwashingiem. Szukali takich elementów, jak stosowanie ogólnikowego lub niejednoznacznego języka, ograniczanie przejrzystości w zakresie pomiaru i raportowania emisji oraz poleganie na inicjatywach pilotażowych na małą skalę, które nie są jednoznacznie powiązane z redukcją emisji w całej firmie.
Wyniki pokazały, że aż około 98 proc. ocenionych twierdzeń (1213 z 1233) zawierało jeden lub więcej z tych wskaźników. Chodziło np. o stwierdzenia typu „najpóźniej do 2050 roku będziemy produkować nabiał neutralny dla klimatu”.
– Chociaż greenwashing jest powszechny w wielu branżach, to jego stosowanie w sektorze mięsnym i mleczarskim jest szczególnie niepokojące, ponieważ stwarza iluzję postępu w zakresie klimatu, nie podejmując przy tym znaczących działań w firmach produkujących żywność pochodzenia zwierzęcego, która charakteryzuje się nieproporcjonalnie wysokim poziomem emisji w porównaniu z innymi rodzajami żywności. Może to wprowadzać opinię publiczną w błąd, wpływać na konsumentów i zmniejszać presję na decydentów, by domagali się surowych regulacji klimatycznych – powiedziała cytowana przez Uniwersytet w Miami Maya Bach, doktorantka na Wydziale Nauk o Środowisku i Polityki Środowiskowej Rosenstiel School i współautorka badania.
Źródło komunikat University of Miami oraz publikacja PLOS Climate

