Local content brzmi technicznie, niemal urzędowo. W rzeczywistości dotyka jednego z najważniejszych pytań o przyszłość polskiej gospodarki: ile wartości zostaje w kraju, kto buduje kompetencje, kto kontroluje technologie, kto finansuje zmianę i czy polskie firmy mają szansę być czymś więcej niż podwykonawcą cudzych strategii. O tym rozmawiano podczas śniadania ekspertów poprzedzającego IV Kongres Kompas ESG. Wnioski mają wrócić w listopadzie podczas IV Kongresu Biznes Polska Świat – już jako część szerszej rozmowy o konkurencyjności, bezpieczeństwie i odpowiedzialności.

Przez długi czas ESG było w biznesie językiem obowiązku. Kojarzyło się z raportem, tabelą, wskaźnikiem, audytem, regulacją. Dziś coraz wyraźniej widać, że ten język można czytać inaczej. Nie jako katalog wymogów, ale jako mapę odporności. Nie jako koszt wizerunkowy, ale jako pytanie o energię, kapitał, dane, łańcuchy dostaw, kompetencje i miejsce polskich firm w gospodarce, która coraz szybciej układa się na nowo.

Właśnie dlatego hasło porannego spotkania ekspertów  „ESG jako tarcza dla local content. Czy Polska ma plan?”  było czymś więcej niż tematem dyskusji. Było diagnozą. Tarcza jest potrzebna wtedy, gdy rośnie presja. A presja rośnie z wielu stron naraz: kosztów energii, napięć geopolitycznych, regulacji, wymagań banków, oczekiwań kontrahentów, walki o technologie i coraz trudniejszego dostępu do surowców.

Pytanie o local content zaczyna się więc tam, gdzie kończy się wygodna opowieść o globalizacji. Przez lata można było wierzyć, że łańcuchy dostaw same się ułożą, energia będzie dostępna, technologie przyjdą z rynku, a przewagi konkurencyjne da się kupić, wynająć albo zaimportować. Dzisiejsza rzeczywistość jest mniej komfortowa. Kto nie buduje własnych kompetencji, ten buduje zależność. Kto nie inwestuje w dane, technologie i ludzi, ten szybciej traci sprawczość. Kto traktuje ESG wyłącznie jako raport, ten może przeoczyć jego strategiczny wymiar.

Ten ton mocno wybrzmiał już w otwarciu. Beata Mońka, CEO Art of Networking, mówiła o potrzebie etyki, transparentności, otwartości oraz jednoczenia ludzi do dialogu i współdziałania nawet w sprawach najtrudniejszych. To ważne, bo local content nie jest prostym hasłem o „kupowaniu polskiego”. Jest rozmową o tym, jak tworzyć wartość lokalnie, ale myśleć globalnie; jak wzmacniać własny rynek, a jednocześnie pozostać częścią międzynarodowych łańcuchów wartości; jak budować odporność bez zamykania się na świat.

W tej rozmowie powracała potrzeba kierunku. Ewa Sowińska, przewodnicząca Rady Kompas ESG i niezależna członkini rady nadzorczej ORLEN, przywołała metaforę statku: jeżeli statek nie wie, do którego portu płynie, to nigdy nie ma dobrych wiatrów. Trudno o lepszy obraz sytuacji, w której znajduje się dziś wiele firm. Mają narzędzia, ambicje i rosnącą świadomość ryzyk, ale potrzebują czytelnych priorytetów. Bez nich łatwo dryfować od regulacji do regulacji, od kryzysu do kryzysu, od raportu do raportu.

ESG może być w tej sytuacji kompasem, ale pod jednym warunkiem: musi zostać przeniesione z języka deklaracji do języka decyzji. Ewa Sowińska zwracała uwagę, że o zrównoważonym rozwoju warto mówić nie tylko przez pryzmat kosztów i obowiązków, lecz także przez pryzmat rozwiązań, wyzwań i korzyści. To przesunięcie jest kluczowe. Firma, która porządkuje dane, lepiej widzi ryzyka. Firma, która rozumie swój łańcuch wartości, może szybciej reagować. Firma, która buduje zaufanie, ma łatwiejszy dostęp do finansowania i partnerstw. Odpowiedzialność zaczyna działać wtedy, gdy przestaje być opowieścią o dobrych intencjach, a staje się częścią modelu zarządzania.

Ważną przeciwwagą dla zbyt prostych recept był głos dr. Wiesława Rozłuckiego. W jego perspektywie zarówno ESG, jak i local content wymagają dojrzałości, a nie automatyzmu. Stuprocentowe spełnienie wszystkich oczekiwań bywa nierealne. Zbyt mechaniczne podejście może prowadzić do strategii, które dobrze wyglądają na papierze, ale słabo działają w praktyce. Potrzebne jest myślenie proporcjonalne: dostosowane do branży, skali firmy, realnych możliwości i długoterminowych konsekwencji.

To ważna uwaga, bo polska debata o ESG często wpada w skrajności. Albo traktuje odpowiedzialność jak kolejną biurokratyczną przeszkodę, albo jak zbiór wzniosłych deklaracji bez kontaktu z rachunkiem ekonomicznym. Tymczasem prawdziwe pytanie brzmi inaczej: jak wykorzystać ESG do wzmacniania konkurencyjności, zamiast sprowadzać je do kosztu zgodności?

Ten wymiar dobrze uzupełnił głos Joanny Zakrzewskiej, która w dyskusji łączyła perspektywę audytową, finansową i biznesową. Zwracała uwagę, że regulacje same w sobie nie wystarczą, jeśli nie powstanie ekosystem wspierający zmianę. „Samo tworzenie regulacji i oczekiwanie, że będą działały bez ekosystemu wspierającego zmianę, nie jest najlepszą drogą. Potrzebna jest komunikacja, która pozwala zrozumieć, dokąd płyniemy” – podkreślała. To ważne zdanie, bo pokazuje, że odpowiedzialność nie może być wdrażana w próżni. Potrzebuje współpracy biznesu, regulatorów, edukacji, rynku finansowego i administracji.

Najbardziej praktyczna odpowiedź zaczyna się od małych i średnich przedsiębiorstw. To one są tkanką gospodarki, ale w dyskusjach regulacyjnych często pojawiają się dopiero na końcu. Tymczasem wymagania dużych firm, banków i kontrahentów będą coraz częściej schodziły w dół łańcucha wartości. MŚP będą potrzebowały danych, narzędzi, prostszego języka i realnego wsparcia, aby nie zostać wypchnięte z rynku przez standardy, których nikt nie pomógł im zrozumieć.

Dlatego w rozmowie pojawił się wątek platform informacyjnych, pracy z sektorem finansowym i roli instytucji takich jak Biuro Rzecznika MŚP czy BIK. Za tymi technicznymi nazwami kryje się bardzo konkretna potrzeba: przełożenie wielkich pojęć na narzędzia, z których przedsiębiorca może skorzystać. ESG nie może być luksusem największych organizacji. Jeśli ma wzmacniać local content, musi być zrozumiałe i użyteczne także dla firm, które nie mają rozbudowanych działów raportowania, prawników i konsultantów.

Wojciech Pałuszko, przedstawiciel Ministerstwa Aktywów Państwowych, zwracał uwagę, że w centrum rozmowy o konkurencyjności musi znaleźć się przewidywalność. „Biznes potrzebuje jasnych kierunków działania. Bez nich trudno podejmować decyzje inwestycyjne, energetyczne i technologiczne, które mają budować konkurencyjność gospodarki” – wybrzmiało w podsumowaniu dyskusji stolikowej. Ten głos dobrze pokazuje napięcie, które powraca w wielu firmach: przedsiębiorcy są gotowi inwestować, ale potrzebują stabilnych ram, dialogu i czytelnych priorytetów.

Jeszcze mocniej wybrzmiał temat energii. W rozmowie o local content nie da się go ominąć, bo konkurencyjność zaczyna się od kosztu i dostępności energii. Prof. Szymon Malinowski zwracał uwagę, że myślenie o gospodarce musi uwzględniać ograniczenia wynikające z energii i materiałów. W tym sensie odpowiedzialność nie jest dodatkiem do rozwoju, lecz warunkiem jego trwałości. Efektywność, bezpieczeństwo i odzysk zasobów stają się podstawą nowego języka ESG.

W tym miejscu warto zauważyć, jak inaczej można tłumaczyć ESG: efficiency, security, growth – efektywność, bezpieczeństwo i wzrost. To nie zastępuje klasycznego environment, social, governance. Raczej pokazuje, że odpowiedzialność można opisać językiem, który rozumieją zarządy, inwestorzy, banki i przedsiębiorcy. ESG przestaje wtedy być etykietą, a zaczyna być pytaniem o odporność: czy firma zużywa mniej zasobów, czy jest bezpieczniejsza, czy potrafi rosnąć w świecie ograniczeń.

Perspektywę rynku finansowego wniósł Arkadiusz Krasowski, członek Rady Nadzorczej ING Banku Śląskiego. Zwracał uwagę, że w bankowości ESG nie jest już jednorazowym projektem ani zewnętrzną modą, lecz elementem myślenia o ryzyku, finansowaniu i strategii. Przypominał, że ING już wcześniej podejmował decyzje dotyczące odchodzenia od finansowania sektora węglowego, a kwestie zrównoważonego rozwoju stały się częścią organizacyjnego DNA banku. „ESG jest dziś elementem DNA banku. Nie ma prostego odwrotu od tej logiki, bo dotyczy ona ryzyka, finansowania i długoterminowej odpowiedzialności” – podkreślał.

Ten głos jest szczególnie ważny z punktu widzenia MŚP. Jeżeli banki traktują ESG jako element oceny ryzyka i finansowania, wymagania będą stopniowo przenosić się na klientów, dostawców i partnerów. To nie oznacza, że każda mała firma ma od razu tworzyć skomplikowane raporty. Oznacza jednak, że będzie musiała rozumieć swoje dane, wpływ, koszty energii, relacje w łańcuchu wartości i oczekiwania kontrahentów. W tym sensie ESG może stać się nie tyle obowiązkiem administracyjnym, ile warunkiem utrzymania dostępu do rynku.

Jest jeszcze jeden wymiar tej debaty: komunikacja. Michał Broniatowski zwracał uwagę na ryzyko języka eksperckiego, który zamyka rozmowę w wąskim gronie. To ostrzeżenie warto potraktować poważnie. Jeżeli o ESG, local content i transformacji będziemy mówić wyłącznie językiem skrótów, dyrektyw i specjalistycznych pojęć, stracimy ludzi, których ta zmiana dotyczy najbardziej. Przedsiębiorców, pracowników, konsumentów, samorządy i obywateli.

A przecież bez nich żadna tarcza nie zadziała. Strategia państwa potrzebuje biznesu. Biznes potrzebuje finansowania i stabilnych ram. Nauka pomaga rozumieć granice środowiskowe i dane. Administracja tworzy warunki. Rynek finansowy może wzmacniać dobre decyzje. MŚP przenoszą te decyzje do codziennej praktyki gospodarki. Dopiero złożenie tych elementów daje szansę na coś więcej niż kolejną debatę o potrzebie zmian.

Dlatego najciekawszy wniosek ze śniadania ekspertów dotyczył nie samego ESG, lecz sprawczości. Czy Polska potrafi przejść od reagowania na cudze reguły do projektowania własnej strategii? Czy potrafi potraktować local content jako narzędzie budowania wartości, a nie tylko hasło w polityce gospodarczej? Czy potrafi mówić o odpowiedzialności tak, aby przedsiębiorcy widzieli w niej sens, a nie wyłącznie obowiązek?

W listopadzie te pytania mają powrócić podczas IV Kongresu Biznes Polska Świat. I dobrze, bo rozmowa o ESG jako tarczy dla local content dopiero się zaczyna. Największym ryzykiem byłoby potraktować ją jako temat jednego spotkania. W rzeczywistości jest to pytanie o to, jaką gospodarkę chcemy budować: zależną czy sprawczą, reaktywną czy strategiczną, opartą na deklaracjach czy na kompetencjach.

Tarcza działa tylko wtedy, gdy wiadomo, czego bronimy. W przypadku polskiej gospodarki chodzi o coś więcej niż zgodność z regulacjami. Chodzi o zdolność do tworzenia wartości, utrzymania kompetencji, finansowania rozwoju, ochrony miejsc pracy, budowania technologii i wzmacniania firm, które będą mogły konkurować nie tylko ceną, ale także jakością, wiarygodnością i odpornością.

Jeśli ESG ma mieć w Polsce sens strategiczny, powinno prowadzić właśnie do tego.